RSS
 

Rozdział 1

28 cze

Błysnęło, a uliczki okrytego mrokiem miasta rozjaśniły się. Skrzywiła się nieznacznie. Strugi wody ściekały po jej twarzy i wędrowały dalej na ciemny płaszcz. Przepłukała zęby i wypluła mdłą zawiesinę do gasnącego już paleniska.

- Do dupy z taką pogodą. – Mruknęła w stronę konia stojącego posłusznie u boku swojej pani. Pociągnęła go za wodze i nakazała  mu cofnąć się.  Ustawiła go pod drzewem, a sama zabrała się za zbieranie tobołków. Musiała szybko znaleźć jakieś schronienie, jeśli nie chciała spać w deszczu. Bo zapowiadało się, że lać będzie co najmniej dwa dni. – Do dupy. – Powtórzyła chowając zniszczony już kubek do torby przyczepionej do siodła.

Rozejrzała się dookoła sprawdzając czy zabrała wszystkie swoje rzeczy. Deszcz zdecydowanie w tym nie pomagał, ale nie przejmowała się tym. Miała dobry wzrok. Poprawiła strzemiona i wskoczyła na grzbiet wierzchowca. Znowu spojrzała przed siebie, na miasto. To miał być jej nowy dom? Raczej jej się nie uśmiechało by to tutaj wieść swoje dworskie życie. Ale jeżeli miało cały czas tak lać, to obojętne było gdzie będzie ona, byle tylko było tam  ciepło i sucho.

Poruszyła piętami dając znak zwierzęciu, że może ruszać. Zawiało, a deszcz się zmógł.
Schyliła się i urwała wysoką trawę wsadzając następnie jej końcówkę do ust. Gdzieś w oddali uderzył piorun płosząc okoliczne ptactwo.

Pogoniła wierzchowca.Miała serdecznie dość tego dnia.

Odgłos uderzających o kamień kopyt rozniósł się w powietrzu. Mieląc w ustach źdźbło trawy parzyła twardo przed siebie, skupiając się na szyldzie karczmy, który już dawno stracił swój blask. Choć możliwe też, że nigdy go tak naprawdę nie miał. Przejeżdżając obok chat i małych kamienic, należących do burżuazji, czuła na sobie wzrok ich mieszkańców. Była pewna, że plotki na jej temat zostały już przekazane odpowiednim uchom i w karczmie już ją oczekują.

Zbliżając się do odznaczającego się od reszty budynku, spokojnie zmierzyła wzrokiem okolicę. Nadaje się, pomyślała skupiając spojrzenie na wyglądających na solidne framugach i okiennicach zabezpieczonych przed zimnem. Zeskoczyła zgrabnie z wierzchowca zatapiając się obuwiem po kostki w błocie. Zignorowała to i chwyciła mocno za wodze pociągając konia w stronę stajni należącej do karczmy. Nikt nie wyszedł na zewnątrz, by ją obsłużyć, ale nie miała oporów, by zrobić to sama.

Otworzyła wielkie, drewniane drzwi stajni i wprowadziła do środka wierzchowca. Rozejrzała się. W rogu paliła się lampa naftowa. Ruszyła w tamtym kierunku, nakazując zwierzęciu by został w miejscu. Im była bliżej tym dostrzegała więcej szczegółów. Niżej, jakieś pół metra od uchwytu na świecę zamontowanego w ścianie, znajdowała się głowa jakiegoś mężczyzny. Jego sylwetka – rozwalona na wszystkie strony – i ubiór wskazywały na to, że był stajennym.

Świetnie, pomyślała i podeszła bliżej.

- Wstawaj – powiedziała i kopnęła go lekko w udo. Mężczyzna zerwał się z miejsca i przyjął pozycję w kucki wbijając w nią wzrok. Wszystko to obserwowała stojąc niedaleko niego, nie poruszając się i  z zaplecionymi rękami na piersiach.

Przez chwilę nikt się nie ruszał. Możliwe też, że nawet nikt nie oddychał.

- Mój koń. – Oznajmiła wskazując kciukiem lewej dłoni za siebie. – Zajmij się nim. – Dodała i odwróciła się do niego tyłem. Miała już odejść, gdy przypomniała sobie o jednej rzeczy. Sięgnęła do sakiewki i wyjęła z niej dwa złote kamyczki. – Ma być napojony i nakarmiony. Przyjdę po niego jutro rano. – Powiedziała rzucając w jego stronę cenne kamienie. Tym razem gdy się odwróciła nie zatrzymała się ani razu. Ponownie zarzuciła kaptur na głowę i wyszła w ciemną noc.

♦♦♦

Mężczyzna obserwował ją do momentu, gdy zniknęła za drzwiami stajni. W dalszym ciągu trwał bez ruchu, ale zerknął na złoto leżące przed nim. Ciekawe czy prawdziwe, pomyślał sięgając po jednego z nich. Podniósł go na wysokość oczu, a następnie przygryzł zębami. Na to wygląda. Uśmiechnął się pod nosem. Tego dnia, gdy wkradał się do tej stajni, ani myślał, że spotka go takie szczęście. A tu proszę. Jakaś panna wpada do stajni i nie dość, że dostarcza mu konia, to jeszcze daje złoto. Cóż za prawdziwie szczęśliwy dzień. A podobno to głupi ma zawsze szczęście, pomyślał z ironią chowając starannie dwa kamyczki i układając się z powrotem na snopie siana. Poczeka aż warunki pogodowe trochę się uspokoją, a potem wskoczy na konia i ruszy przed siebie. Pomyślał i z zadowoleniem przymknął oczy.

♦♦♦

Energicznym krokiem pokonała odległość dzielącą ją od wejścia do karczmy. Wiatr w dalszym ciągu napędzał małe drobinki wody powodując, że stawały się one nieznośne. Otarła, przemokniętym rękawem płaszcza, twarz i podniosła dłoń. Sekundę później do szumu deszczu dołączyło głośne uderzenia w drewno. Drzwi otworzyły się prawie natychmiast, ale tylko na parę centymetrów. To jednak wystarczyło, by do jej nozdrzy dotarł zapach ogniska. Z rozkoszą pociągnęła nosem i zniżyła wzrok. Wielkie, czarne oko gospodyni patrzyło na nią z nieufnością.

- Czego? – Rzuciła.

- Szukam schronienia na jedną noc. – Odpowiedziała siląc się na miękki ton.

- Skąd cie przywiało?

- Z daleka. – Padła sucha odpowiedź. Przyjaznym nastawieniem raczej nic nie ugra.

- Długo zostaniesz?

- Jestem tu tylko przejazdem. Wpuście mnie w końcu. Leje. – Zrobiła mały krok do przodu. Kobieta, choć uspokojona jej słowami nadal pozostawała nieufna. Odsunęła się robiąc dla niej przejście. Wewnątrz zaległa cisza.

- Zwą mnie Aly. Pokój na piętrze jest wolny. Drzwi na końcu korytarza. – Poinstruowała i odwróciła się doń plecami, wracając do swoich obowiązków.

Rozejrzała się. Bywalcy karczmy także powrócili do swoich rozmów. Nikt ją nie zaczepiał i nie zachęcał do rozmów, co bardzo przypadło jej do gustu. Ruszyła przed siebie i wspięła się po schodach na piętro. Będąc tyłem do gości karczmy czuła na sobie ich ciekawskie spojrzenia. Była pewna, że następnego dnia cała wioska będzie snuła domysły o tajemniczej nieznajomej. Całe szczęście ją to ominie. Zamierzała z samego rana udać się na mały objazd okolicznych terenów i wrócić dopiero w porę obiadu. Do tego czasu przestanie być nowiną.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii